UPADŁE

upadłe

Zdarza się, że jeżdżę przez dwa dni. Szukam, błądzę, nie znajduję, chyba że dym na polu. Wiedziony przeznaczeniem trafiam do miejsc, o których później przez święta trąbią, bo szukają chłopców, którzy zginęli pod lodem. A ja tam byłem, tydzień wcześniej chodziłem przy rzece, słońce odbijało się w zakolach. Myślałem jak tu pięknie i niebezpiecznie. 

A czasem jest tak, że jadę tylko na chwilę, bo za późno wstałem, właściwie by się przewietrzyć, i trzy kilometry od domu znajduję ni to ziemię ni krzaki wysoko na drzewie, które mnie zatrzymują. Potem biegam zauroczony wśród bagiennych syren, które wciągają mnie coraz głębiej.

SAM
MRUK