SKRĘPOWANI

skrepowani
Nie ma krat, na głowę nie kapie, nie trzeba nawet się schylać po trawę. Brak zagrożeń. Czyszczenie, trawienie, kopulacja – pełna obsługa. Powiedziałbym, że to raj… gdyby nie te łańcuchy.

Lubię fotografować sam, spokojnie. Jeden standardowy obiektyw. Wolny, średnioformatowy, niezawodny aparat. Bezbateryjność, kwadratowa prostota, negatywowa dusza, te dźwięki. Ech.
Czystość formy, wolność, szczerość…. podniecenie w oczekiwaniu na powrót do domu i wołaniu filmów.

Hodowlę słoni w Chitwan oglądałem z gromadą sapiących i chichoczących turystów, ze swoimi szybkostrzelnymi cyfrówkami, długoogniskowymi obiektywami, ajfonami. Zza ogrodzenia, bez wytchnienia. Wszystko, co zwykle przynosi mi tyle radości, wiązało mi ręce. Życie.

SADHU
WSPOMNIENIA