ale o co chodzi?

Robię zdjęcia od piętnastego roku życia. W roku 2005 roku, może za sprawą nabytego średnioformatowego analogowego aparatu (a może było odwrotnie?) zacząłem szukać czegoś innego. Działałem intuicyjnie, początkowo nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co fotografuję.

W 2012 roku odbyłem kilkutygodniową podróż do Nepalu. Przygotowując się do zaprezentowania zdjęć, stanąłem przed zadaniem opisania tego, co staram się uchwycić naciskając spust migawki. Jedna z moich fotografii zainspirowała mnie, by dowiedzieć się więcej o kremacji, tak powszechnej w tamtym regionie. Tym sposobem natknąłem się na pojęcie SANSARY. 

Sansara – w hinduizmie i buddyzmie termin dosłownie oznacza nieustanne wędrowanie, czyli kołowrót narodzin i śmierci, cykl reinkarnacji, któremu od niezmierzonego okresu podlegają wszystkie żywe istoty włącznie z istotami boskimi (dewy). Po każdym kolejnym wcieleniu następne jest wybierane w zależności od nagromadzonej karmy. Według hinduistów dusza przechodzi przez coraz wyższe postacie od przedmiotu, przez postać rośliny, zwierzęcia, człowieka (i jeszcze parę wyższych)…

Ta wizja wcale nie była dla mnie odkryciem. Uświadomiłem sobie jedynie, że w moim postrzeganiu świata nie jestem odosobniony. Nie wiem czy w każdym ziarenku piasku, chmurze, drzewie czy też zającu to coś (dusza?), jest. Moim zdaniem czasem bywa. Nie szukam dowodów, znalezienie ich nie jest raczej możliwe. Sama droga, w celu zarejestrowania tego co nieuchwytne jest dla mnie wielkim przeżyciem.

Mimo usilnych starań, do cyklu który nazwałem Wędrówka Dusz, robię jedno – dwa zdjęcia rocznie. Aby odpowiedzieć na pytania oglądających, dopowiedzieć jak wiele dla mnie znaczą, że nie powstają przypadkiem, zacząłem pisać do fotografii teksty.