DOPÓKI RDZA

dopoki_rdza

Próbowałem kiedyś ruszyć motorowerem z dwójki przez krawężnik. Stękał tak, że w pewnym momencie zrobiło mi się go żal. 

Czy dusza w swej wędrówce może zamieszkać w ziarnku piasku, płatku śniegu, dymie lub kałuży? Wciąż mam wątpliwości. W moim Romecie wtedy była, przynajmniej przez chwilę.

Na posesji, przy budynkach, stoi jeszcze traktor. Niszczeją wielkie betonowe konstrukcje. Właściciel miał tu zbudować wielką halę, dopóki przed laty udar nie odebrał mu władzy w ciele. Nie pojawił się tu więcej. Potem zmarł mu dorosły syn. Zaniedbana parcela, nawiedzana jeszcze czasem przez żonę i córkę, wygląda jak porzucona.

Gdy ich zobaczyłem, nie mogłem uwierzyć. Takie szczęście. Jak tu się cieszyć? Taka tragedia. A jednak, gdyby nie paraliż, osobliwej pary by nie było. Zapragnąłem otoczyć ich murem, zasłonić, ochronić. Jak dużo czasu im jeszcze zostało?

Historię właściciela opowiedział mi sąsiad, który niedawno również stracił syna. Gdy zapytałem go o nich, nie wiedział o co mi chodzi. Ciekaw jestem co będzie dalej. Za każdym razem, gdy tam jadę, drżę z obawy, że więcej ich nie zobaczę.

 

MRUK
KRUCHY LÓD